Chyba w każdej dziedzinie są pewne oczywistości, które powtarzane i wałkowane wiele razy stają się dla niektórych prawdą objawioną. Z tym ciężko walczyć, bo z oczywistościami się nie dyskutuje. Kiedy jednak prawda objawiona okazuje się tą trzecią z wszystkich prawd, czyli gówno prawdą, to może się zrobić niezły bałagan.
Jest takie stwierdzenie, które krąży w obiegu i na stałe zagościło w niektórych kręgach, a które brzmi mniej więcej - “każdym aparatem da się zrobić dobre zdjęcia”. Nadinterpretacja tego stwierdzenia skutkuje wątpliwymi teoriami, które niekiedy można spotkać w zakamarkach internetu. Pikanterii dodaje fakt, że w internecie istnieje dosyć popularny tekst A $150 Camera vs. a $5,000 Camera autorstwa “słynnego” Kena Rockwella.
Gdybym był człowiekiem, który aparat trzymał pierwszy raz w rękach pół roku temu, to zapewne bym w tą propagandę uwierzył. Zresztą wydaje mi się, że kiedyś gdzieś tego linka wklejałem, czego bym teraz nie zrobił na pewno. Nie żeby Rockwell się jakoś strasznie rozmijał z prawdą, bo rzeczywiście w opisywanym przypadku jedno kiepskie zdjęcie jest gorsze od drugiego kiepskiego zdjęcia. Poza tym pisze, że większość jego znajomych kupuje sprzęt, którego nie potrzebuje, co tyczy się również wielu początkujących fotografów także w naszym kraju. Dla osób, które nie umieją w aparacie ustawić prawie nic poza trybem A, rzeczywiście może nie być różnicy. Ale moi drodzy, przecież nas takie osobniki nie interesują* ;).
Chcę powiedzieć to głośno i wyraźnie. Aparat ma znaczenie! Często nawet bardzo duże znaczenie. Zdanie “każdym aparatem można zrobić dobre zdjęcie” jest bardzo ogólne, przez co można nieznacznie przytaknąć słysząc je i niewiedząc jaki jest kontekst. Bo nawet ciężko zdefiniować coś takiego jak “dobre zdjęcie”. Krew mnie jednak zalewa, gdy słyszę, że aparat jest nieważny. To jest właśnie nadinterpretacja, o której pisałem na początku. A takie stwierdzenia już nie raz w sieci widziałem.
Gdyby to wszystko się jakkolwiek składało w sensowną całość, to można by założyć, że nieboszczyk Adams używając za życia małpki również zrobiłby dobre zdjęcia. Z pozoru przykład Adamsa z małpką może wydawać się ciosem poniżej pasa, bo on z założenia był nieskazitelny technicznie. Ale nie w tym rzecz. On jest dobrym przykładem osoby, która wybierała środki tak, żeby osiągnąć dany cel jak najlepiej. Dlatego jeździł w plener ze swoim aparatem wielkoformatowym tachając go z samochodu, i mozolnie rozkładając.
Wraz z popularyzacją aparatów cyfrowych, ludzie coraz rzadziej wybierają najlepsze rozwiązania, częściej stawiając na te dobre, ale wymagające mniej wysiłku. Ułatwienie całego procesu robienia zdjęcia i możliwość zapisu w rawach sprawia, że lustrzanka cyfrowa wydaje się wyborem najlepszym z pośród możliwych, bo najczęściej nie rozważa się żadnych alternatyw.
To wszystko chodziło mi już od jakiegoś czasu po głowie i nie napisałbym o tym jeszcze długo, gdybym nie miał okazji używać kilka dni temu aparatu hasselblad 500c/m ze standardowym obiektywm 80mm. Trzeba wam wiedzieć, że od dawien dawna zbierałem się, żeby postawić swoje piwersze kroki w dziedzinie portretów. Bałem się tego jak ognia, sam nie wiem czemu. Wszystko, co dotychczas znałem fotograficznie to ulica. Było parę zdjęć, które po ciężkiej wódce można by nazwać portretami, ale zawsze strzelonych przy okazji jakiegoś wypadu, ot tak.
A gdy miałem w rękach ten legendarny niemalże aparat, to nie mogłem przecież w mojej sytuacji użyć go do zrobienia czegoś innego niż portrety. Pierwsze, w których starałem się zrobić wszystko tak jak sobie obmyśliłem i zapanować nad sytuacją, pokierować biegiem wydarzeń. To było bardzo ciekawe doświadczenie. I jeżeli ktoś mi teraz powie, że aparat nie ma znaczenia, to parsknę mu śmiechem w twarz.
I nie chodzi mi teraz o wyścig do jak najlepszej jakości (skan i obróbka u mnie kuleją ciągle, a łańcuch jest przecież tak mocny jak jego najsłabsze ogniwo), ale o wrażenia z pracy z tym sprzętem. Jestem absolutnie pewien, że ten aparat pomógł mi ogromnie w tych pierwszych krokach. Ocena kadru na tak dużej i jasnej matówce to po prostu kosmos i znacznie łatwiej zauważyć jest wszystkie rzeczy, które nie pasują, gryzą. Tempo pracy narzucone w pewnej mierze przez samą specyfikę aparatu oraz przez ilość klatek na kliszy, sprawiały, że nie naciskałem spustu z myślą “coś się wybierze”, tylko kiedy byłem przekonany, że widzę w kadrze to, co chcę w nim zobaczyć. Co nie oznacza niestety, że to przekonanie było zawsze słuszne.
Nacisnąłem podczas tej sesji spust dokładnie 10 razy (tj. niecała rolka). To się wydaje okropnie dziwne w czasach, gdy widziałem już w sieci wzmianki o prawie tysiącu zdjęć wykonanych podczas wypadu “na miasto”. Gdyby ta sesja była ważniejsza, to pewnie zrobiłbym to na 2 albo 3 kliszach, ale dalej to i tak niedużo prób. Pewnie za parę miesięcy, gdy patrząc na te portrety nie będę się czuł jak niemowlak, który nie do końca rozumie to, co się wokół dzieje, nie będą mi się one podobały tak, jak teraz. Jednak jak na pierwszą sesję, uważam, że źle nie jest.



fot.Łukasz Sarnacki
Dlatego uważam, że warto dobrze przemyśleć wybór sprzętu. Ważne jest, żeby sprzęt nie zawadzał, ale idealnie robi się, gdy pada na aparat, który dodatkowo ułatwia pracę w danej dziedzinie. I nie chodzi tu o to, czy moje portrety są dobre, czy nie, to każdy sobie oceni sam (zresztą te są pierwsze, mają narzut braku doświadczenia, braku osobistych spostrzerzeń). Aparat nie daje mi z miejsca przepustki do dobrych zdjęć, ale jestem pewien, że gdybym robił te zdjęcia chociażby moją bessą, to wyszłyby inaczej, zapewne gorzej (abstrachując już od formatu). Chodzi o to, jak się czułem, gdy mogłem kadrować za pomocą tego wspaniałego aparatu.
Niekoniecznie wybór bardziej adekwatnego sprzętu oznacza większe pieniądze. Todd Hido używa czasem starych aparatów kompaktowych, bo uzyskuje z nich takie efekty, jakie mu pasują. Paweł Kula robi większość swoich zdjęć na aparatach własnej kontrukcji. Giacomo Brunelli emocje na swoich zdjęciach potęguje użyciem lustrzanek sprzed kilkudziesięciu lat i pracą w ciemni. Przykładów jest całe mnóstwo i w to się wpisuje zdanie już tu cytowane - “każdym aparatem można zrobić dobre zdjęcie”.
Niech nikt go tylko nie stara się wcisnąć w odwrotną stronę. Wybierajcie aparat bardzo dokładnie analizując swoje potrzeby, nie dajcie się zwieść temu, że każdym przecież da się zrobić zdjęcie. Specyfika pracy jest bardzo ważna.
_________________
*Jeżeli poczułaś/eś się dotknięta/y słowami o trybie “A”, bo dopiero zaczynasz, to spieszę z wyjaśnieniem, że nie chodzi mi o piętnowanie początkujących. Mam na myśli tych opornych, którzy nie widzą potrzeby w poznawaniu podstawowych zależności między przysłoną a czasem.
P.S. To, że trafił mi się akurat legendarny hassel, nie oznacza, że ludzie nie mający na niego pieniędzy powinni wpaść w traumę. Dla kogoś kto nie ma funduszy na taki sprzęt ani nie może go pożyczyć, tak jak ja, dobrze sprawdzi się chociażby kiev 88. Bronici też nie należą do najdroższych aparatów, tanio można wyrwać mamiye 645. No i lustrzanki dwuobiektywowe. W innych dziedzinach też są aparaty lepiej lub gorzej do danych zadań przystosowane. Dlatego powiadam wam, szukajcie a znajdziecie.
P.S.2 Z tego miejsca pozdrawiam serdecznie M., która to użyczyła mi aparat :).
P.S.3 Serdeczne pozdrowienia również dla Michała, który użyczył mi statywu. Pragnę również niezmiernie przeprosić, że dopiero teraz. Michał nie chce już chyba swojego statywu, a mam go już taki szmat czasu, że zacząłem zapominać, że to w ogóle jego, stąd ten okropny nietakt z mojej strony ;) Bez tego zdjęcia byłyby zapewne krzywe i/lub poruszone, serio serio :).