“Fotografuj okiem do mózgu”, przeczytałem kiedyś w jednej z książek luźno powiązanych z fotografią. Fotografuj okiem do mózgu, bo pamięć jest o wiele lepszym nośnikiem, niż klisza, czy plik na dysku.
Bzdura! - pomyślałem kiedyś. Pamięć jest zwodnicza, nie jest obiektywna, przekręca, przeinacza, wyolbrzymia albo pomniejsza, koloryzuje albo ujmuje.
Trzy lata temu zdarzyło mi się być na festiwalu, który odbywa się na terenie opuszczonego przez mnichów opactwa. Częścią opactwa jest katedra, w której ludzie spędzają czas na różnych warsztatach lub prostu odpoczywają skryci przed słońcem, czy deszczem. Zrobiłem tam wtedy zdjęcie pewnej dziewczynie. Gdy byłem na tym samym festiwalu w tym roku, spotkałem tą samą, jak mi się wtedy wydawało, istotę. To jest jedna z tych twarzy, których się po prostu nie zapomina, a ktoś kto interesuje się fotografią pamięta takie twarze jeszcze mocniej.
Gdy wróciłem do domu, przewertowałem stare klisze. Znalazłem. Zeskanowałem. Okazało się, że była na kliszy kolegi, która u mnie utknęła, a ja zrobiłem wtedy w katedrze zdjęcie jednej z dziewczyn, ale nie tej. Zdjęcia, które znalazłem na kliszy znajomego już na zawsze wymazały obraz jaki miałem w pamięci. Były kiepskie, niedoświetlone, nie oddawały nawet w połowie tego, jak tajemnicza dziewczyna z katedry wyglądała, nie oddawały nawet w ułamku jak ja ją zapamiętałem w półmroku katedry.
Pamięć daje coś, czego kiepskie zdjęcie nie zapewnia (bo w ilu przypadkach udaje się zrobić zdjęcie, które przyćmiło by wspomnienia?). Eteryczne doznania, które pojawiają się na chwilę by sprawić, że świat zastyga, przestaje istnieć. Potrafią nawet po wielu latach powracać wraz ze wspomnieniami i rozdmuchiwać żar jaki rozpaliły.
Nie rozumiałem fotografowania okiem do mózgu tak dobrze jak teraz, ale mimo, że pozornie się temu sprzeciwiałem, nie mam na kliszach zachodów słońca, nie mam łąk podlasia, które spowite mgłą i oświetlane pierwszymi promieniami słońca zdarzało mi się widywać po przegadanej nocy, nie mam zdjęć gwieździstego nieba, które podczas tych rozmów oglądałem, nie mam wschodów słońca na mazurach, które oglądałem tonąc w objęciach dających tyle ciepła. Nie mam na zdjęciach wielu innych rzeczy, które wracają do mnie niespodziewanie.
Po co niszczyć piękne chwile zamieszaniem związanym ze zrobieniem zdjęć? Fotografie zrobione okiem do mózgu zawsze pozostaną najlepsze, niepowtarzalne. Może jest z nimi czasem tak jak z rybami złowionymi przez wędkarzy, które po latach są coraz większe, ale kto powiedział, że troszkę ułudy to coś złego?
12 Comments
Fotografią zrobioną okiem do mózgu nie podzielisz się z innymi. A to jest chyba jeden z najczęstszych celów fotografowania.
“Pamięć daje coś, czego kiepskie zdjęcie nie zapewnia”
To, o czym piszesz nie jest dla mnie głównym zadaniem fotografii, ale jesli juz sprowadzam ja do tej funkcji, staram się podwójnie. Wlasnie dlatego. Zeby fotografia włączyła mi wspomnienie jak żarówkę na magicznym strychu, a nie jarzeniówę w prosektorium pamieci.
@Stachu
Napisałem “są takie chwile”, a nie “zawsze” :) Myślę, że to wiele tłumaczy.
@Alkos
Pewnie, że nie jest! Ano, dobrze prawisz z tymi żarówkami. Szkoda, że nie rozwinąłem tego wątku, dlatego napiszę tutaj - jestem zdania, że nie wszędzie da się zrobić dobre zdjęcia. Czasem jakaś istotna chwila zbiegnie się z fotogenicznością miejsca, ale nie zawsze tak się dzieje. Podlaskie łąki we mgle wydawały mi się piękne, ale nie były fotogeniczne, tak samo jak wiele innych momentów.
fotogenicznosc to tylko kwestia umiejetnosci patrzenia, jak dla mnie ;-)
(zabrzmiało nieskromnie… ale tylez rzeczy/zdarzen/spojrzen/ jest dla mnie niefotogenicznych (jeszcze?), ze az strach!)
@Alkos
Może tak, może nie ;) To zbyt filozoficzny temat, żeby go ciągnąć. A przynajmniej na sucho ;)
ot, to! …ale kto powiedzial ze ja go ciagne na sucho? :-P
Cholera stary, doniosły temat poruszyłeś, dylemat: pamiętać tak jak było czy tak jak to wygląda na zdjęciach jest istotniejszy niż by się wydawało. Od kilku miesięcy zajmuje mnie dosyć poważnie.
Zdjęcia jak piszesz faktycznie wypierają i zastępują “pamięć oryginalną”, podobnie jak budzisz się, to otwarcie oczu i popatrzenie w okno sprawia, że zaciera się to co przed chwilą śniłeś. Ja znalazłem na to sposób, obecnie go testuję ;) a mianowicie robię zdjęcia czarno-białe, one nie “konkurują” z pamięcią w takim stopniu jak kolorowe, łatwiej jest przywołać to co w mózgu i odróżnić od tego co na zdjęciu. Oczywiście stosuje to w fotografii “pamiątkowej”, tej robionej przedewszystkim dla siebie samego, w “kreacjach” to nie jest istotne. Niektóre zdjęcia mają MI przywoływać wspomnienia, a nie konkurować z nimi. Natomiast są zdjęcia, którymi ja chcę pokazać coś widzowi, wtedy kolor mu pomoże.
No tak, to wiele tłumaczy. :)
A to: “Podlaskie łąki we mgle wydawały mi się piękne, ale nie były fotogeniczne, tak samo jak wiele innych momentów.” wydaje mi się znajome. Zdarza się tak, że chcę, ale nie mogę, bo nie wiem jak. Wtedy wolę patrzeć i delektować się widokiem niż próbować na siłę.
Sam jesteś niedoświetloną kliszą :P
czy ten festiwal to nie przypadkiem slot? :)
pozdrawiam!
Post a Comment